Dzisiaj o bardzo kultowym i rozsławionym tuszu do rzęs, a mowa tutaj oczywiście o
Max Factor - 2000 kalorie!
Kupiłam go na jakiejś wyprzedaży Rossmanowskiej, za ok.25zł? jakoś tak ...
Początkowo byłam nieco zdziwiona .
Szczoteczka jakaś taka ... zwykła?
Tusz ... czarny?
a efekt? bez jakiś większych ekscesów ...
'tak w sumie to szału nie ma, dupy nie urywa' - pomyślała Dominisia i używała tuszu raz na ruski rok.
Od producenta:
Cena:
No i teraz do rzeczy ... moją miłością ten tusz stał się jakieś 2 miesiące temu.
Właśnie wtedy zaczęłam go poznawać i wręcz zakochiwać się w nim! Co najdziwniejsze ... zaczął być na równi z moim ulubieńcem z Maybelline The Colossal - a to jest na prawdę ciężkie, bo mam parcie na ten tusz na maxa!
Co mi się w nim podoba, to przede wszystkim to, że swoją niezwykłością jest definitywnie niezwykły. Jak można zauważyć szczoteczka szału nie robi, nie jest wielce wydziwiana. Zwykła, nie sylikonowa, mała ... ale na prawdę działa cuda na rzęsach tak samo, jak sam tusz!
Pięknie rozdziela, pogrubia, DELIKATNIE wydłuża.
Malując się tym tuszem jest zachwycona ze względu na to, że niejednokrotnie ludzie pytają się mnie czy mam doklejane rzęsy - żaden tusz nie dawał u mnie takiego efektu jak ten.
+ mam odrobinę krótkie rzęsy, więc przed tuszem ZAWSZE nakładam z odżywką od Eveline, która je wydłuża, ale pogrubienie powstaje tylko dzięki samemu tuszowi!



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz