poniedziałek, 29 września 2014

017. Ulubieńcy Września + mini Tydzień w zdjęciach #2

Wrzesień dobiega końca, tak więc czas go kosmetycznie podsumować :)
Ogólnie to nic w tym miesiącu jakoś mnie szczególnie nie urzekło szczerze powiedziawszy, aczkolwiek wydobyłam ze swoich 'zbiorów' kosmetyki zarówno te kolorowe, jak i pielęgnacyjne, które były w tym miesiącu niezbędne i bardzo ważne w codziennym użytku, tak więc zapraszam!

 1. Lirene, peeling do ciała antycellulitowy - wspominałam o nim w projekcie denko. Jest to mój ulubiony peeling, bez którego nie wyobrażam sobie pielęgnacji ciała póki co. Fakt faktem, jakiś meeega wydajny to on nie jest, ale warto się na niego skusić!
2. Physiogel, żel do mycia skóry suchej i wrażliwej - wybawienie dla mojej trądzikowej, ale często przesuszającej się skóry! Pięknie nawilża, wygładza i poprawia stan mojej cery.
3. Dove, krem do rąk - najlepszy krem do rąk jaki kiedykolwiek miałam! Nie jest on do rąk ekstremalnie suchych, jednak moje co jakiś czas się przesuszają i są szorstkie. On załatwia ten problem, ślicznie je wygładzając, odżywiając a zapach ma obłędny!
4. Suchy szampon, Batistse - stwierdzam, że wersja mini mimo, że jest mniej opłacalna to jest zdecydowanie bardziej praktyczna. Wszędzie się zmieści i ratuje włosy w każdej sytuacji.
1. Rimmel Wake me up, podkład - nie jest to podkład typowo dla mojej cery. Jest on przeznaczony do skóry suchej i normalnej, zaś moja jest przetłuszczająca się idąca w stronę normalnej. W tym miesiącu używałam go dosyć częst, gdy chciałam mieć coś delikatniejszego na twarzy, mniej kryjącego a rozświetlającego. 
2. Astor Skin Match, podkład - mimo, że podkłady z Pharmaceris kocham nad życie, i żaden ich nie zastąpi to w tym miesiącu jednak tego najczęściej używałam. Pięknie kryje, wtapia się i wyrównuje koloryt. Ponadto delikatnie rozświetla dzięki czemu skóra wygląda na wypoczętą - idealny na ranki - do szkoły!
3. Paese, puder bambusowy - to już/ albo i dopiero (?) drugie opakowanie, jednak na pewno nie ostatnie. Osobiście jest to najlepszy puder matujący jaki dotychczas miałam, i póki co nie wymienię go na żaden inny.
4. Paese, cienie do oczu - w tym miesiącu najczęściej używałam różowego/perłowego. Recenzja tutaj.
5. Max Factor 2000 kalorie, tusz do rzęs - z poniżej opisaną odżywką do rzęs sprawował się u mnie wspaniale! Super pogrubiał i unosił rzęsy, delikatnie je wydłużał. Na prawdę efekt 'wow!'. Sama byłam zszokowana gdy ludzie się mnie pytali czy mam doczepiane sztuczne rzęsy ;o
6. Eveline SOS LB, odżywka do rzęs - zdecydowanie jest moim odkryciem. Pięknie wydłuża rzęsy, a w duecie z powyższym rzęsy wyglądają fenomenalnie! Więcej informacji o niej tutaj.
7. Rimmel Glam'Eyes, cień do powiek - i jego używałam dosyć często we wrześniu. Zarówno na powiekę, jak i na rozświetlenie łuku brwiowego - sprawdzał się równie super!
 8. Catrice Eye Brow, kredka do brwi - swego czasu nie mogłam się do niej przekonać, ale w tym miesiącu zdecydowanie używałam jej częściej. Ma super kolor i ogólnie jest wspaniała!
9. Maybelline, Baby Lips - bardzo rozpowszechniony produkt swego czasu. We wrześniu nie nosiłam za wiele koloryzowanych błyszczyków/pomadek/szminek. Jednak kiedy miałam ochotę na jakiś 'kolorek' na ustach to wybierałam głównie coś, co zostawiało ładną różową poświatę, czyli BL.
10. MySecret french manicure, lakier do paznokci - tak, tak. Zdecydowanie nie jestem fanką lakierów do paznokci, wręcz przeciwnie - mam ich dużo jak na osobę, która nienawidzi malować sobie paznokci. Ale pasowało by, aby paznokcie były w jakimś stanie, a ja lubię, jak wyglądają na zadbane i naturalne - a ten lakier daje mi taki efekt.
11. Avon, mgiełka - co tu dużo pisać ... mgiełka mająca na prawdę baaardzo ładny zapach! Milo się ją użytkuję.


No i na sam koniec MINI TYDZIEŃ W ZDJĘCIACH
dlaczego mini? bo za dużo to ich drodzy państwo  niestety nie ma >.< ... no ale coś tam można wrzucić!

 na gastronomii standardowo coś 'pichciliśmy'. Przyszedł czas na przystawki ...
 moje nowe uzależnienie <3 ! Budyń/kaszka/ryż na mleku + orzechy/masło orzechowe (zdrowe i naturalne!) + czerwona herbata ... o luuudzie ... wspaniałe *___*
 siłownia ... zawsze spoko!
 ... i racuszki robiliśmy na gastronomii dla dzieciaczków z klasy drugiej podstawówki, dzieciaczky były prze kochane!
 moja biedronkowa miłość, za 6.99zł! świeczka waniliowa ... jak ona pachnie ...
 PannaJoanna za granicą ... kusi słodkościami ;<
 panowie pracują a ja sobie jadę na trzecie piętro ...
 ... sprzątać takie oto pokoje ...
 wózek bardzo przydatny, nie powiem, że nie !
 praktyka w hotelu taka ciekawa ...
ostre cięcie! - spoko ... niektórzy nawet tego nie zauważyli :D !




wtorek, 23 września 2014

016. Projekt Denko #2 cz.III - pielęgnacja włosów

Jeeej! już dobiegamy do końca projektu denko! 
Nawet nie wiecie jak się cieszę, bo szczerze powiedziawszy to już mam serdecznie dość trzymania tych opakowań, i dzielenia tego denko na części, choć z drugiej strony wiem, że jak bym to dała w całość to ten post nie miał by końca, a długości'owo zajął by cały suwak >.< 



Część III - pielęgnacja włosów
1 & 2. BabyDream, szampon do włosów - Chyba jeden z najbardziej znanych szamponów ostatnimi czasy w sferze blogowej i vlogowej. U mnie rzecz oczywista to również strzał w dyszkę. Początkowo odrobinę plątał włosy, jednak teraz już jest w porządku, a po zastosowaniu odżywki w ogóle się nie pamięta o jakimkolwiek kołtunie. Szampon ten zdecydowanie spowodował, że nie muszę myć włosów codziennie tak, jak kiedyś a co dwa-trzy dni - mam a raczej miałam włosy mocno przetłuszczające się. Oczywiście, że do niego wróciłam.
3. Nivea, diamond volume - szampon do włosów - Baaardzo doby szampon! Zauważyłam, że włosom przetłuszczającym się zdecydowanie bardziej leżą szampony o kolorze przeźroczystym, bez żadnych barwników i tym podobne. Bardzo dobrze oczyszczał włosy, czy powodował on że moje włosy jakoś szczególnie błyszczały? nie wiem, nie zwracałam na to uwagi! Dla mnie było ważne, aby mi ładnie włosy czyścił i właśnie to robił :) Powrócę do niego.
1. Alterra, odżywka do włosów - zarówno jak szampon z BD tak i ta odżywka jest rozsławiona na YT i blogach. Postanowiłam jej wypróbować ze względu na to, że dużo osób ją poleciło no i u mnie się niestety ona zdecydowanie nie sprawdziła. Poza tym, że mi włosy wygładzała po umyciu - czyli robiła to, co wszystkie odżywki, nie robiła kompletnie nic. Mogła bym wręcz stwierdzić, że przesuszała mi odrobinę włosy, co wcale nie było fajnie. Po 1/4 opakowania służyła mi jako specyfik do depilacji - w tym wypadku sprawdziła się bardzo fajnie! Zapach na plus! nie powrócę do niej.
2. Garnier Ultra DOUX, odżywka do włosów farbowanych - hmmm ... mam bardzo mieszane uczucia co do tej odżywki. Rzecz jasna była bardzo dobra! Włosy były po niej wygładzone, mięciutkie, ślicznie pachniały ... jedna czy mi kolor ochraniała? nie była bym do końca przekonana. Sama w sobie działanie na plus, ale nie wiem czy lepiej nie działa na moje włosy jej żółta siostrzyczka z Avokado. Nie wiem czy powrócę do tego produktu.
3. Gliss Kur, ekspresowa odżywka bez spłukiwania do włosów zniszczonych i przesuszonych - przed tą odżywką miałam z tej samej serii tyle, że czarną - do włosów bardzo zniszczonych i zdecydowanie bardziej mi przypadła. Ta chyba nie do końca radziła sobie z odbudową moich włosów, nie wiem czy była po prostu dla nich za słaba, czy sama w sobie była nie wypałem - tego nie jestem w stanie ocenić. Tak czy owak ładnie pachniała, mgiełka z dozownika rozpylała się równomiernie a nie tzn.'strumieniem' co jest wspaniałe w tych odżywkach! Poza tym bardzo dobrze radziła sobie z poplątanymi włosami. Mimo tych plusów jak wspominałam - za słaba na moje włoski, raczej do niej nie powrócę.
4. Batiste suchy szampon, zapach tropikalny - Aktualnie? coś, bez czego się obejść nie mogę - dosłownie! Ostatnio mi się wszystkie moje zapasy skończyły, to wytrzymałam może ze dwa tygodnie i musiałam mieć kolejny - i to nie byle jaki tylko z Batiste. Są to zdecydowanie najlepsze suche szampony jakie przyszło mi testować, i na chwilę obecną nie mam zamiaru się odwrócić od nich tyłkiem. Ratują moje włosy z sytuacjach momentami bez wyjścia, więc oczywiście, że do niego powrócę.

Łuf! No i to tyyyle!  Jeszcze pielęgnacja twarzy i póki co Denka koniec ;3 - na jakiś czas, bo już kolejne się zbiera, bardzo fajna ja  - wiem >.< ...

niedziela, 21 września 2014

015. Paese - opalizujące cienie do powiek

Tygodnia w zdjęciach niestety nie będzie.
Powód jest jeden i dosyć kluczowy a mianowicie od wtorku do soboty chorowałam, i siedziałam przez ten cały czas w domu - poza wyjściem do lekarza.
Jednak chciałam, aby notka się ukazała, dlatego też postawiłam na recenzję. Zapraszam!



Na samym początku trzeba wspomnieć, że trójeczkę tych cieni kupiłam całkowicie w ciemno. W jednym ze sklepów kosmetycznych - osiedlowych. Za szybką je ujrzałam, w kolorach się automatycznie zakochałam i takim oto sposobem nie pytając nawet o cenę poprosiłam o nie.
Od producenta: Opal to jedwabiste i miękkie cienie do powiek. Ich  delikatna konsystencja sprawia, że aplikacja jest komfortowa nawet dla wrażliwej skóry powieki. Zawierają drobno zmieloną perłę, która odbija światło tworząc trójwymiarowy efekt makijażu oka. Gotowe zestawy kolorystyczne ułatwią kreowanie makijaży dziennych, wieczorowych oraz fantazyjnych. Nie podrażniają i nie uczulają, nie zawierają parabenów.
Cena: zależy od stoiska/sklepu. Na stoisku Paese są one dostępne za ok.24-25zł, ja za nie dałam jakoś 15zł

 Definitywnie to moje odkrycie jeżeli chodzi o kolorówkę i cienie do powiek! 
Pigmentacja cieni powala na kolana - dosłownie. Kolory są piękne i wyraziste. Super opalizują, zaś blask ten nie jest chamskim  - czego bardzo nie lubię. Efekt jest bardzo subtelny.
Trzeba też dodać, że cienie nie mają tępej konsystencji i się bardzo dobrze nakładają - zarówno paluchem jak ja to lubię robić, jak i pędzelkiem. Nie osypują się, więc krzywdy sobie nimi zrobić raczej nie można. Są długotrwałe nawet bez bazy, co jest na prawdę mega plusem!
Jedynym minusem tego produktu jest dostępność - ciężko dostać te cienie stacjonarnie. Tylko na stoiskach Paese a ja wiadomo, nie wszędzie je znajdziemy.

Zdjęcie z internetu!
Jak już mogłyście zauważyć ja posiadam trójeczkę o numerku 244.
Wersji jak widzicie na powyższym zdjęciu jest zdecydowanie więcej, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Ja osobiście na pewno kupię jeszcze nie jedną trójkę, bo mnie te cienie oczarowały totalnie!
Póki co czaję się na 231, 238, 241, 242 - wszystko oczywiście z czasem i nie na raz, ale na pewno się w nie zaopatrzę :).



* Póki co walczę z czasem i nowym wyglądem bloga - podstrony się już budują :) !

wtorek, 16 września 2014

014. Projekt Denko #2 cz.II - pielęgnacja ciała

Cześć i czołem!
Ponad tydzień temu opublikowałam pierwszą część (po)wakacyjnego Projektu Denko,
(link/i, które będę ciągle uzupełniać do innych części, wkleję na samym dole w notce)
który składał się z kolorówki i innych pierdół - czyli maseczek, próbek, wacików itp.
Dzisiaj zapraszam Was na Część Drugą, która będzie wiązać się tylko i wyłącznie z pielęgnacją ciała. Tak więc zapraszan!

Część II - pielęgnacja ciała 
 1. Le Petit Marsellais, żel pod prysznic- Ostatnimi czasy bardzo popularny produkt, jak i ogólnie cała firma, która stosunkowo niedawno pojawiła się w Polsce. Miałam wersję z białą brzoskwinią i nektarynką - żel pachnie OBŁĘDNIE! Super się pieni, skóra po umyciu jest miękka i delikatna. Jak najbardziej polecam ten żel a sama do niego na pewno powrócę.
2. Dove, kremowy żel pod prysznic- Ulubieniec wszechczasów jeżeli chodzi o pielęgnacje ciała! Zapachy ma najlepsze, konsystencja jest nieporównywalna z żadnymi żelami pod prysznic, pieni się wspaniale, zapach/y najlepsze. Cudo a nie żel pod prysznic! Zdecydowanie polecam, wracam do niego ciągle i nie przestanę!
3. Lirene, peeling antycellulitowy -Nie jestem jakimś specem jeżeli chodzi o testowanie peelingów do ciała, jednak przetestowałam nie jeden i muszę stwierdzić, że ten jest najlepszym jaki dotychczas miałam. Jest wystarczająco ostry, aby poradzić sobie z wygładzeniem skóry i usunięciem martwego naskórka, pachnie pięknie - słodką pomarańczą <3. Co jest dla mnie też ważne - nie zostawia nieprzyjemnej, tłustej warstwy na skórze i nie ślizgam się jak bym się posmarowała masłem. No i co najważniejsze ... Wspomaga walkę z cellulitem, oczywiście z ĆWICZENIAMI I RACJONALNĄ ZDROWĄ DIETĄ! nie możemy oczekiwać od takiego produktu, że wszystko się samo zredukuje bez niczego. Ja osobiście polecam ten produkt, i wracam do niego ciągle.
4. Isana, żel pod prysznic, miniaturka - z tego co pamiętam kupiłam go specjalnie pod pielgrzymkę, jako że nie chciałam tachać dużej butli, a i taka mała buteleczka mi się przyda na przyszłość na przelanie czegoś innego i wzięcie w podróż. Żel sam w sobie był dobry. Miał fajną, kremową konsystencję, bardzo ładny zapach - nie męczył, nie był za bardzo intensywny. Nie pienił się jakoś wybitnie, no ale nie było też znowu jakoś najgorzej. Z tego co zauważyłam to nie wysuszył mi skóry, ale też jej nie nawilżył. Wydaje mi się, że jak nie będę miała pieniążków przy pupie to zdecyduje się na wersję pełnowymiarową tego produktu.
1. Joanna Sensual, żel do golenia -Zwykle nie kupowałam sobie typowo swojej pianki do golenia. Goliłam się tak na prawdę tym, co miałam pod ręką w łazience - też piankami, tylko takimi o! które po prostu w domu sobie były. Był on na promocji swego czasu w Naturze, więc doszłam do wniosku, że warto wypróbować i faktycznie się opłacało. Zapach miał bardzo ładny. Nie natrętny, subtelny i delikatny, ale nakładając czuć go było. Ponadto super zmiękczał włoski, dosyć wydajny. Pod koniec użytkowania zepsuł się 'korek', z którego wydobywał się żel, więc to jest tego największym minusem i mam nadzieję, że trafiłam na taki felerny egzemplarz. Wydaje mi się, że wrócę do tego produktu ponownie.
2. Bebeauty SPA, sól do kąpieli - sama bym jej pewnie nie kupiła, jednak moja mama lubi takie 'bajery', a że była nie droga to z ciekawości po nią sięgnęła w biedronce. Używałam jej głównie ja i jestem z niej bardzo zadowolona. Miałam o zapachu trawy cytrusowej i bambusa i faktycznie zapach był meeega cytrusowy, mega orzeźwiający! więc jeżeli ktoś lubi takie zapachy to polecam serdecznie. Skóra bardzo ładnie pachnie po wyjściu z wanny, zapach nie utrzymuje się na niej spektakularnie długo, można by rzec, że krótko, ale pewnie do niej powrócę, bo kąpiel z nią była o wiele przyjemniejsza :).
3.CleanHands, antybakteryjny żel do rąk - zapach w 100% bez jakiegokolwiek wątpienia zalatuje alkoholem, konsystencja jest baaardzo rzadka, więc trzeba uważać, ale dzięki temu produkt jest dosyć wydajny, bo niewiele potrzeba, aby 'przemyć' całe łapki. Opakowanie wygodnie z zatrzaskiem, aktualnie takiego już nie posiada - jest z zakrętką, i bardziej szorstkie i mniejsza pojemność z tego co się orientuję, jednak jest to dobry żel antybakteryjny i powróciłam do niego.
4. Ziaja Acti, antyperspirant w kremie -Przede wszystkim to bardzo wydajny produkt, miałam go okrutnie długo, ale powiem Wam, że się z nim w ogóle nie męczyłam, a to na prawdę mega plus! Ponadto Miał piękny, cytrusowy zapach <3 jeden z ładniejszych jakie w ogóle wąchałam <3 no zakochałam się w nim! Co do działania hmmm ... na pewno hamował pot, jednak sprawdzi się on bardziej w porze jesienno-zimowej ew.na początku wiosny. W okresie letnim postawiła bym na coś mocniejszego. Wrócę do niego ponownie.
5. Avon, kulka pod pachy, incandessence - co do nazwy kulki nie jestem w stu procentach przekonana, czy to na pewno ta nazwa, pomarańczowe opakowanie. No i właśnie ... zacznijmy może od opakowania, które jest okropne pod tym względem. Otwierając folijkę można ją bezproblemowo zdjąć tak, jak widać na powyższym zdjęciu, przez co produkt wygląda bardzo nieestetycznie. Poza tym jest bardzo mało wydajny, więc szkoda. Z drugiej strony produkt baardzo dobrze chroni przed potem, i nadaje się na lato jak najbardziej! Dodatkowo często jest na promocji w katalogu. Nie wiem czy do tego produktu powrócę, może jak będzie na promocji? zobaczymy ...


Hmmmmm ... jak możecie zauważyć do większości produktów powrócę.
Cieszę się, bo rzadko kiedy trafiam na jakieś mega buble, więc jak mi się coś sprawdza raz to zwykle prędzej czy później sięgnę  po to po raz drugi, trzeci i tp :)

niedziela, 14 września 2014

013. Tydzień w Zdjęciach #1

Cześć i czołem!

Jak pisałam wcześniej, tak też przychodzę do Was ze zdjęciami z całego tygodnia. Nie ma ich nie wiadomo ile, ponieważ jeszcze nie przywykłam do ciągłego robienia zdjęć - wręcz przeciwnie, bardzo ciężko mi się za to zabrać, jednak mam nadzieję, że z tygodnia na tydzień będzie ich coraz więcej :) !


 Hen de ho! Zaczynamy gotowanie z samego rana. Spokojnie - kontrolowano mnie. Pierwsze zajęcia na gastronomii, na której kazano nam zrobić dowolne śniadanie ...
 ... i postawiłyśmy na wypasione omlety. Trochę za dużo dodatków wkroiłyśmy, ale suma sumarów wyszedł pyszny i mega zapychający!
 Stylówka pierwsza klasa ... na Gastronomii czuję się niczym Magda Gessler! - nie, nic do Pani Gessler nie mam, wręcz przeciwnie - bardzo ją lubiem!
 Już po wykładach ... teraz trzeba się zacząć uczyć i rozwiązywać testy. No i oczywiście jazdy ...
 Przyjechać na drugi koniec miasta na dodatkowe lekcje podczas słonecznej pogody, zaś po godzinie wychodząc z matematyki zastać ciemności, ulewę, burzę, grzmoty i błyski - superrraśnie. Dobrze, że przyjechano po mnie, tarawaniąc rower do samochodu ...
 Chanelka mi przyszła! Myślałam, że będzie mniejsza, ale jestem mega zadowolona, że jest takiego rozmiaru. Wszystko w sobie pomieści a wygląda ślicznie ;3 !
 Moja nowa miłość, czerwona herbata <3
 Panna Dżoanna kusi słodyczami na swoim kanale, podczas gdy ...
Przyjaciółki powracają na antenę <3 ! najlepszy polski serial!
 Hen de ho ... do pracy na praktyki do hotelu by się szło >.< ... szkoda, że książeczka sanepidowska jeszcze nie podbita przez lekarza, ale spoko ... wszystko ze mną w porządku, na nic nie choruje!
A książeczkę się podbije w tym tygodniu ... przecież miałam tylko pół roku!
 Zakupy, czyli to, czego nie za bardzo lubię robić, ale jak mus to mus!
 Mimo pozorów sobota nie była taka leniwa, kręciło się hula hopem przed telewizorkiem ...
 ... podczas gdy leciała Violetta i Kopciuszek Roztańczona Historia.
Ale spokojnie, sobota była zdecydowanie sobotą filmową!
Poza Violettą i Kopciuszkiem oglądnęłam jeszcze Nie ma to jak bliźniaki: Film, Dziewczyny z Drużyny 4 i Kac Vegas - a to wszystko leciało sobie w TV, żyć nie umierać!
Kiedy nie ma rodziców bawiących się na weselu, w domu myszki harcują ;3
nie ma, że boli ... niedziela! do kościółka idemy ...
 .. a z kościółka jedziemy do babci ... a od babci? spalamy obiadek i korzystamy z tego, że pogoda jeszcze dopisuje!
Nawrocie alergii, witaj - tęskniłam!
 nauka, nauka, nauka ... 
ale kalendarz-organizer też trzeba uzupełnić na nadchodzący - ciężki tydzień!
 ... i kiedy to człowiek robi sobie selfie dochodzi do wniosku, że ma już chyba dosyć duże odrosty ...
ale co tam, olać odrosty. Zrobi się je za miesiąc - przed półmetkiem.
 a tak się uczę angielskiego ...
 opakowanie pudru bambusowego Pease - wiedz, że Cię uwielbiam <3 i ten biały pyłek na ... ubraniach, dywanie, skórze i wszystkim wokoło ;3 -.-


 bonus! są rekwizyty jest impreza! 
Coby człowiek zrobił bez samowyzwalacza ...




I to tyyyyle :) Do następnej notki, która pojawi się pewnie we wtorek-środę z częścią II projektu denko :) !

piątek, 12 września 2014

012. Doskonałe niedoskonałości

Cześć i czołem wszystkim!

Zapytałam jakiś czas temu na swoim photoblogu na jaki temat ma być notka, i wygrał zdecydowanie powyższy Tag.
Oczywiście inne tematy też poruszę, z resztą ... nie tylko te! Postaram się jak najwięcej pisać i przeplatać różnego rodzaju tagi, notki w których bardziej się rozpisuję, doradzam i wyrażam głębiej swoją opinię, z recenzjami kosmetyków, haulami zakupowymi, moimi 'sukcesami' (miejmy nadzieję) związanymi z gubieniem centymetrów itp. Wydaje mi się, że dla każdego coś się znajdzie, a przynajmniej postaram się aby tak było :) ! 

Od dłuższego czasu w sferze youtubowej jak i blogowej krąży TAG "Doskonałe niedoskonałości".
Nie polega on na niczym innym jak tylko na wypowiedzeniu się/napisaniu co w sobie lubimy a czego nie lubimy.

Pozornie wygląda to na TAG bardzo prosty, a zarazem zbędny bo prawdą jest, że ludzie nie zawsze (prawie w ogóle szczerze powiedziawszy ...) zwracają uwagę na nasze kompleksy, zwane w tym tagu niedoskonałościami. A gdy mówimy o nich otwarcie przy przyjaciołach np. (wiem ze swojego doświadczenia) to zwykle pukają nas po głowie, zaprzeczają i tym podobne.
Doświadczyłam i zapewne większość z Was też tego doświadczyła, że ludzi idealnych nie ma. Każdy ma swoje problemy, każdy ma swoje kompleksy i wydaje mi się, że ludzi całkowicie bez kompleksów nie ma, a jak się tacy trafiają raz na jakiś czas - to poniekąd im zazdroszczę, serio! Wiem, że zazdrość to nie dobra cecha, no ale jesteśmy tylko ludźmi.
No i już się nie rozpisuje dalej, tylko zaczynam!


NIEDOSKONAŁOŚCI
1. Uda, Brzuch, Pupcia, Nogi - dałam to wszystko razem ze względu na to, że moim największym kompleksem, który towarzyszy mi od lat, który i tak został w duuużej mierze stłumiony dzięki przyjaciołom i przez który nabawiłam się poważnych chorób jest to, że jestem gruba - po prostu. Zdaję sobie sprawę z tego, że dla innych moja figura może być w porządku - ile ludzi tyle opinii, jednak każdy ma swój kanon piękna, każdy powinien dobrze się czuć w swoim ciele, a ja tak się po prostu nie czuję, i staram się z tym walczyć i to zmieniać póki mogę i mam możliwości. Nie powiem że nie, jest ciężko jednak mam w sobie wystarczająco dużo siły, aby dać radę :) ! 
2. Wzrost - jest to wg.mnie kompleks baaaaaardzo stłumiony, który tak na prawdę pojawi się raz na jakiś czas, jednak czasami bardzo przykry niestety. Jestem osobą niską, bo mam zaledwie 154cm wzrostu, więc jak można się domyśleć - bardzo mało. Mam strasznie krótkie nóżki i nooo ...  Nie chciała bym być wysoka jak modelka, jednak jakbym miała jakieś 5cm więcej była bym w siódmym niebie, dosłownie! 
Póki co żyję mottem - " Małe jest piękne " i " Mała wzrostem, duża sercem " - i tego się trzymajmy :)
3. Płytka paznokcia - tak, dokładnie. Denerwuje mnie moja płytka od paznokcia, dlaczego? Bo jest straaasznie mała! Nie mówię, że nie bo paznokcie bardzo ładnie mi rosną i ogólnie są ładne same w sobie wraz z płytką, ale jakby była większa. No błagam, dlatego właśnie nie lubię malować paznokci >.< !
4. Cera - ehhh ... Jestem posiadaczką cery tłustej idącej w stronę mieszanej - trądzikowej, wiec to mówi samo przez siebie. Specjalne kremy, żele do mycia, pianki, maści, sera do twarzy, ograniczenie niektórych pokarmów, które szkodzą cerze - w moim przypadku słodkie przekąski typu czekolada, ciastka, lody itp jak i ostre - chipsy, dania tupy fast food i tym podobne. 
Uwielbiam dbać o siebie i o cerę, sprawia mi to niebywałą przyjemność, jednak cera trądzikowa to nic miłego, wręcz przeciwnie - coś bardzo uciążliwego, co zbija Cię z tropu każdego dnia >.<

DOSKONAŁOŚCI
1. Usta - bardzo lubię swoje usta. Nieskromnie stwierdzam, że są idealnego rozmiaru - nie za małe, nie za duże. Są pełne, jakkolwiek by to nie zabrzmiało i mają ładny kolor.
2. Oczy - są troszeczkę szeroko rozstawione (wszystkiego się czepię xd), jednak suma sumarów bardzo je lubię. Są duże, mają tęczówkę ładnego koloru - piwno-zielonego - jak się dokładnie wpatrzymy, bo wszyscy na ogół myślą, że mam oczy koloru brązowego, co jest na ogół błędem :)
3. Uśmiech - tak, miałam aparat ortodontyczny niewyjmowany, dwu i półroczny i dzięki temu lubię swój uśmiech, swoje proste ząbki :)


No i to tyle w tej notce, następna pojawi się pewnie jutro z 'Tygodniem Zdjęć' tak więc już zapraszam ;3 !

środa, 10 września 2014

011. Projekt Denko #2 cz.I - inne + kolorówka

Cześć i czołem wszystkim!
Jak możecie zauważyć po tytule i przede wszystkim - po obrazku, przychodzę dzisiaj do Was z (po)wakacyjnym Projektem Denko.
Uzbierało mi się tego straaasznie dużo, dlatego też projekt dzielę na IV części :
*I - inne (próbki,waciki,maseczki itp) + kolorówka
*II - pielęgnacja ciała
*III - pielęgnacja włosów
*IV - pielęgnacja twarzy 
W prawdzie to nie wszystko, bo po tym jak zrobiłam zdjęcia uzbierało mi się jeszcze kilka produktów, ale je już zostawię na następny projekt denko, coby Was za bardzo nie zamęczyć :) 
Tak więc zapraszam na ; 

Część I - inne + kolorówka
1. Złuszczająca maska do stóp - zakupiona w Biedronce nie pamiętam dokładnie za ile. Generalnie rzecz ujmując bardzo dziwny wynalazek, który przynosił bardzo dziwne uczucie moim stopom, nie mówiąc już o tym, że wyglądałam jak jakiś Gargamel tuptając w tym gdy była taka potrzeba - bo ogólnie to wolałam się w tym nie ruszać tylko siedzieć na dupsku. Ogólnie to efekty jakieś zauważyłam na stopach. Nie były to jakieś efekty 'o wow, mam nowe stopy!' ale na pewno były gładsze, zrogowacenia na piętach były mniejsze i były gładsze, więc produkt tak w sumie na plus. Łuszczenia samego w sobie nie zauważyłam w sensie, że nie odrywałam jakiś płatów ze stóp, więc możliwe, że podczas kąpieli itp schodziło, bo stopy były faktycznie trochę gładsze. Jak będę miała możliwość pewnie powrócę do tych skarpetek.
2. Próbka Avon senses, nawilżający kremowy żel pod prysznic - Przepiękny zapach! Jak na mój węch pachnie mi to mixem owoców i pięknych kwiatów. Zapach cud, miód i orzeszki! Nie jestem w stanie stwierdzić tylko po jednym użyciu, czy robił coś konkretnego z moją skórą, jednak wydaje mi się, że jak będę miała tylko okazję to kupię wersję pełnowymiarową. Cudowny zapach!
3. Próbka Ziaja Spot, krem opalizujący cera tłusta i mieszana - Bardzo dobry krem! Pięknie rozświetlał, odrobinę matowił, cera była super rozświetlona, świeża i wypoczęta. Jak tylko poprawi się kondycja mojej cery na pewno go kupię w wersji pełnowymiarowej.
4. Maseczka Rival de Loop, mleczno-migdałowa - Jest to maseczka, która nie robiła praktycznie nic. Nie nawilżyła mi cery, po nałożeniu jej skóra mnie odrobinę piekła, dlatego też do niej nie powrócę.
5. Maseczka Rival de Loop, na dobre samopoczucie truskawkowo/waniliowa - podobnie jak powyższa maseczka nic a nic nie robiła z moją skórą twarzy. Poza ładnym, jogurtowym zapachem nic mnie w niej nie zachwyciło. Po prostu byla ... więcej jej nie kupię.
6. Maseczka Rival de Loop, peel-off - Najlepsza ze wszystkich testowanych przeze mnie maseczek z firmy Rival de Loop. Jest to maseczka oczyszczająca pory, i faktycznie ładnie oczyszczała, a twarz  była delikatna w dotyku. I zapewne powróciła bym do niej ponownie gdyby nie jeden, wielki minus ... Alkohol w składzie, i to gdzieś na drugim/trzecim miejscu, co dla mojej cery jest niedopuszczalne wręcz a zapach alkoholu unosił się po całej łazience. Nie powrócę ponownie do tego produktu.
7. Maseczka Rival de Loop, nawilżająca - ehhh ... tak jak pierwsze dwie - kompletnie nic nie zrobiła z moją cerą, nie nawilżyła jej, nie poprawiła jej kondycji. Nie powrócę do niej.

Coby te maseczki nie zrobiły i tak bym do nich nie powróciła. Stawiam ostatnimi czasy na naturalne maseczki - robione w domu, jednak te maseczki dupencji mi nie urwały :)
1.Płatki kosmetyczne, Carea & 2.Płatki kosmetyczne, Lilbe - Powiem Wam szczerze, że dałam je do tej samej linijki ze względu na to, że zarówno jedne jak i drugie bardzo lubię i kupuję je ciąglę, w koło macieju ... Cenie je przede wszystkim za to, że są delikatne i tanie. Minusem może być fakt, że czasami się rozwarstwią, jednak mimo to na pewno do nich powrócę!
3. Płatki kosmetyczne powlekane, Lilbe - Droższe od powyższych i mniejszej pojemności, jednak odrobinę lepsze. Dzięki temu, że miały otoczkę nie rozwarstwiały się, co ja osobiście bardzo lubię. Ponadto były mięciutkie i delikatne i na pewno raz na jakiś czas będę do nich powracać.
4. Płatki kosmetyczne Dada - Kupiłam je na promocji wraz z chusteczkami mokrymi, bo wtedy było to mega opłacalne. Generalnie rzecz ujmując płatki bardzo dobrej jakości. Cienkie, jednak miękkie i zarazem nie rozwarstwiające się. Trochę się przeliczyłam jeżeli chodzi o rozmiar, bo suma sumarów i tak jeden płatek cięłam na cztery części, bo takie duże to nie moja bajka się okazuje. Gdyby wyprodukowali mniejszą wersję tych płatków na pewno bym się na nie skusiła. Biorąc pod uwagę ich wielkość niestety, ale do nich nie powrócę.
1. Mokre chusteczki BabyDream - Nie jestem jakąś wielką fanką chusteczek mokrych, jednak jak wiadomo - czasami się przydają. Zainwestowałam w małą, poręczną paczuszkę, która idealnie mieściła mi się do plecaka podręcznego na pielgrzymce. Jak wiadomo, albo i nie - na pielgrzymce warunki są róże, również na postojach trzeba było się przetrzeć, przemyć rączki więc one sprawdzały mi się idealnie! Nie były bardzo mokre, były po prostu baaardzo wilgotne - ja takie lubię najbardziej, ładnie czyściły, super odświeżały, super poręczne opakowanie no i cena też na plus! Jak tylko będę się gdzieś wybierać na pewno do nich powrócę.
2. Maszynki do golenia BIC twin lady - Odkrycie wakacji 2014, zdecydowanie! Najlepsze maszynki do golenia jakie kiedykolwiek miałam. Sunęły po nóżce i nie tylko jak po masełku, nie zacięłam się nimi ani razu, na prawdę warte polecenia! Kto jeszcze nie miał okazji jeszcze ich wypróbować to zachęcam serdecznie, nie są drogie a działają cuda! Wrócę do nich ponownie.
3. Farba do włosów Palette Natural Colors - Jak wiadomo (albo i nie) jestem maniaczką farbowania włosów - tak, wiem ... to bardzo źle, ale nic na to nie poradzę, że źle mi w ciemnych włosach i tylko je traktuje jaśniejszymi farbami jak i nie rozjaśniaczami. Ta farba sama w sobie była okej, jednak nadal będę szukać swojego idealnego koloru i aplikacji. Raczej do niej nie powrócę.
 1. Puder Transparenty, mySecret - Bardzo dobry puder. Może nie matuje tak długotrwale jak poniższy, jednak też nie możemy spodziewać się cudów za 13/14 zł. Bardzo ładne, naturalne wykończenie, zdecydowanie polecam! Jeżeli tylko nie będę mieć funduszy na poniższy to na pewno do niego powrócę.
2. Puder bambusowy, Paese - Zdecydowanie mój ulubieniec! Pięknie matuje i przede wszystkim - na długo. Moja tłusta cera właśnie tego oczekuje i to dostaje od tego specyfiku, więc nie mogę się przyczepić do jego działania. Ma piękny zapach - owocowy? jakoś tak ... Na cerze wygląda bardzo naturalne, nie tworzy efektu maski.Jego jedyną wadą jest opakowanie. Trzeba na nie uważać i strzec jak oka w głowie. Ponadto trzeba znaleźć swój własny sposób na otwieranie go, aby nie wysypał się cały biały pyłek na ubranie itp. Jeżeli chodzi o cenę wszędzie się różni tak na prawdę. Na stoisku Paese jest on najdroższy, bo kosztuje ok.40 zł, ja go kupuję w miejskim kosmetycznym za 26zł.  Już do niego powróciłam :)
3. Bibułki matujące, Wibo - Są to ogólnie moje pierwsze bibułki matujące, więc porównania z innymi niestety nie mam. Jednak szczerze powiedziawszy te jakiegoś szału na mnie nie zrobiły i suma sumarów nie likwidują  mojego sebum jakoś oszałamiająco. Jak się zdecyduje na zakup bibułek matujący, to mimo wszystko do tych nie powrócę.
4. Brokatowy tusz do rzęs, Maybelline - nie wiem czy jest sens wypowiadania się jakoś bardziej o tym tuszu ze względu na to, że jego już nie ma w sprzedaży. Miałam go dobre kilka lat, kupowany bardzo dawno temu. Dawno go nie używałam, ostatni raz chyba na początku gimnazjum podczas jakiejś dyskoteki. Brokat bardzo ładnie się mienił, jednak wtedy miałam jeszcze krótkie rzęsy, wiec to się tak w oczy niestety nie rzucało.

___________________________________________________________________________
No i to tyle w tej części denka :)! Następna część już niebawem, bo już mam dość trzymania tej wielkiej reklamówki pod biurkiem. 

Do następnego ;3 !